CZAS TOWARZYSZY

paź 20, 2010

Przed 1989 rokiem Polska miała ustrój polityczny oparty na rządach jednej partii. Była nią Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Formalnie istniały jeszcze drobne ugrupowania, ale ich rola w rządzeniu krajem była znikoma. W okresie Gomułkowskim i Gierkowskim pokrzywdzony obywatel mógł się zwrócić do komitetu partii ze skargą lub prośbą o załatwienie takiej lub innej sprawy. Towarzysz (miejscowy szef partii) w przypływie ludzkich uczuć mógł delikwentowi pomóc, korzystając z czerwonego telefonu. Sekretarz dzwonił więc do kolegi na szczeblu wyższym lub do zakładu w gestii którego była możność załatwienia konkretnego tematu. Sporo spraw załatwiało się na telefon od ręki lub co najwyżej w terminie kilku dni. Petent korzystający z pomocy komitetu partii po takiej interwencji otrzymywał namacalny dowód wszech-możności i nieograniczonych możliwości towarzyszy rządzących krajem. W dowód wdzięczności często wypełniał deklaracją i zasilał szeregi PZPR jako członek. Załatwiając innym załatwiali przede wszystkim sobie. W tamtych czasach były to talony na syrenkę lub wartburga, skierowanie na wczasy do Kołobrzegu lub do Bułgarii, przydział cementu i blachy. Wraz z przemianami czar załatwiania prysnął. Przysłowiowy Kowalski może dzisiaj poskarżyć się do obrazu we własnym domu. Może sobie ulżyć na jakimś forum internetowym i to wszystko. Dzisiaj nawet sąd jest w stanie człowieka skrzywdzić, w biurze posła lub radnego wysłuchają, przyznają racje i to wszystko. Służba zdrowia traktuje pacjenta jak towar i intruza, który rujnuje tylko budżet NFZ. Człowiek dzisiaj nie istnieje bez konta bankowego i ubezpieczenia. Może sobie pójść zagłosować co kilka lat. I to jest praktycznie ostatni przejaw swobód demokratycznych. Wkrótce będziemy z nich korzystać. Czas czerwonych towarzyszy już minął. Teraz towarzysze zajęci są własnym biznesem i trzepaniem kasy. Należy ich godnie wybrać.