BIESZCZADY NA BOCZNICY

Młode pokolenie może już nie pamiętać stacji PKP Zagórz, tętniącej życiem w okresie wakacji. Na kilku torach stały przez całą dobę pociągi odjeżdżające w kierunku Bieszczad, Warszawy, Krakowa i Jasła. Z powodu braku miejsca część z nich podstawiana była ze stacji Nowy Zagórz. Przy dworcu i na placu wokół było pełno grup młodzieży i turystów, którzy latem chętnie odwiedzali ten piękny zakątek Polski. W ekwipunku obowiązkowe były małe namioty, śpiwory oraz sprzęt biwakowy. Rozbrzmiewały wakacyjne przeboje, śpiewane przez harcerzy oraz zorganizowane grupy z centrum kraju. Dworcowa restauracja polewała kwaśne, kuflowe piwo, którego czasem potrafiło zabraknąć. W menu obowiązkowe były: fasolka po bretońsku, bigos i grochówka. Jedni wyjeżdżali nocnymi pociągami, inni przyjeżdżali. Z porannego “warszawskiego”, który swój bieg rozpoczynał na dworcu Warszawa Wschodnia codziennie wylewały się grupy młodzieży odwiedzającej bieszczadzkie szklaki. Składy były tak napakowane, że do ubikacji trzeba było nierzadko przechodzić po głowach zalegających w korytarzu, którym zabrakło miejsca w przedziale. Dzisiaj tych problemów nie ma, bo nie kursują pociągi osobowe do Zagórza. Dworzec i wszystkie zabudowania świecą pustkami. Wieczorem plac przy dworu i perony straszą przerażającą ciszą. Czasy bieszczadzkiej turystyki zasilanej kolejowymi połączeniami odeszły dawno do lamusa. Dzisiaj media podają, że w nasze góry z Tarnicą i Haliczem zagląda coraz mniej turystów. Szlaki pustoszeją, bary i schroniska świecą pustkami, a na ścieżkach coraz mniej ludzi. Mamy za to od 8 lat członkostwo w Unii Europejskiej, rozrastające się tereny Natura 2000 i coraz więcej terenów wyłączonych spod inwestycji. Gdy na zachodzie, w Alpach powstają nowe i coraz piękniejsze ośrodki turystyki zimowej, w Bieszczady wkrada się pustka i nicość. Tam trasy narciarskie dostępne z jednego skipass liczą po 30 i 50 kilometrów, a u nas ośrodki narciarskie kopią się z administracją, bankami i ciepłymi zimami. Przy bogatych złożach geotermicznych nie mamy w naszym regionie ani jednego aquaparku z wodami głębinowymi. Polityka kolejnych rządów nie mających na nic środków dla tego regionu, dobija ten region z każdym rokiem coraz bardziej. Nie traćmy jednak nadziei, że przyjdzie czas odnowy, Bieszczady ogarnie znów renesans, a PKP przywróci kursy do pięknego Zagórza, Krościenka i Łupkowa. Gdy powstanie nowoczesna i funkcjonalna infrastruktura wrócą turyści, ludzie będą mieć pracę, zapełnią się górskie ścieżki, a Ustrzyki, Wetlina i Cisna będą nie mniej popularne niż Les Menuires, Val Thorens, Kaprun, Madonna di Campiglio lub St. Moritz.

Opublikuj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *