OBWODNICA KOŚĆ NIEZGODY

Budowa obwodnicy Sanoka bez względu na to, którędy by nie przebiegała wiąże się z wyburzeniem pewnej liczby domów mieszkalnych. Mieszkańcy protestują i są zbulwersowani tym faktem, tym bardziej, że niektórzy z nich swoje siedliska wybudowali w przeciągu ostatnich kilku lat na podstawie prawomocnie wydanych decyzji o pozwoleniu na budowę. Podstawowe pytanie w tej sytuacji brzmi, kto tu zawinił? Odpowiedź jest tylko jedna. Urzędnicy. Od kilkunastu lat opracowanie miejscowych planów zagospodarowania terenu jest traktowane jak zło konieczne. Pozwalają na to przepisy i zaniedbania ze strony parlamentu. Dawniej opracowania te wykonywane przez samorządy były obligatoryjne. Co 5 lat urbaniści tworzyli wizję rozbudowy osiedli, wsi i miast. Ludzie uczestniczyli w tych procesach wnosząc wnioski i uwagi do proponowanych rozwiązań. Na tej podstawie było wiadomo, że tu i tu może być budowana droga, stadion lub stacja benzynowa. Inwestycje ponadlokalne można było planować z dużym wyprzedzeniem. Powstawały strefy wyłączone spod zabudowy. Od kiedy zaniechano sporządzania ogólnych planów zagospodarowania terenu zaczęły się kłopoty, o charakterze takim, jakie teraz mamy w rejonie planowanej obwodnicy Sanoka w ciągu drogi krajowej nr 28. Projektanci bez większych problemów tworzą kilka wersji obwodnicy, ale żadna z nich nie jest bezkolizyjna z zabudową mieszkaniową. Za to ostrożnie i z czułością traktują tereny należące do PKP. Pozbawianie ludzi dorobku wielu lat pracy, którzy w dobrej wierze wybudowali własne domy jest odbierane jako pogwałcenie ich podstawowych praw. A dzieje się tak dlatego, że nikomu nie chciało się stworzyć 20-30 lat temu konkretnej wizji przebiegu obwodnicy. Winni z pewnością nie zostaną wskazani.

Opublikuj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *